TO NADAL JA

To będzie tekst dla wszystkich kobiet, które nigdy nie przebrały się za seksowną kotkę na balu przebierańców. To dla tych, które najlepiej czują się w roli dinozaura, butelki czerwonego wina i frytki z keczupem.

Oplotłam sobie kiedyś uda specjalną kombinacją czarnych paseczków ze sprzączką. Trochę wyuzdaną, ale w granicach klasy i bieliźnianego taktu. Zrobiłam to trochę z ciekawości, jak mi w tych nowych udach będzie i trochę dlatego, że jeszcze nigdy odkąd praktykuję kobiecość nie było w niej miejsca na takie szaleństwo. Wyglądały całkiem nieźle, bardzo subtelnie, trochę jak z gazety. Przeszłam się w nich w te i we w tę, zrobiłam różne dziwne pozy, które robi się przed lustrem, kiedy nie ma nikogo w domu, a kiedy ma się na nogach takie akcesoria, po czym dosiadłam grzecznie kanapę i dałam sobie przestrzeń na uczucie zażenowania rozbełtanego razem z chęcią swobodnego poruszania się w świecie kobiecej seksualności.

Kobiecość często zachodzi nas od tyłu. Ni stąd ni z owąd zrzucamy flagowe jeansy z przetarciem na udzie i upychamy je do foliowego wora razem z granatową frotką do włosów, sztruksową marynarką na guzik i całą hałdą życiowego skrępowania. Przestajemy przepraszać za to, że żyjemy, malujemy mocniej usta, dostrzegamy, że marzymy o czymś więcej niż cielisty stanik 75 B i figi z motywem łąki. Niczym paleontolodzy ubrani w koronkowe fartuchy, odsłaniamy miotełką nowe fragmenty naszej seksualności. Choć przez długi czas gubiłyśmy w tym temacie wątek, powoli zaczynamy układać do niej własny wstęp.

Nie wiem, czy każda z nas chce odnaleźć w sobie lateksowe ja, ale zakładam, że każda raz na jakiś czas, a najlepiej regularnie, chce poczuć na sobie maślany wzrok bliskiej, drugiej osoby.

Nie dla wszystkich to takie oswojone uczucie, bo ciągle trzymamy się ze swoją seksualnością w klinczu. Próbujemy zaakceptować ją w lustrze i znaleźć dla niej komfortowe miejsce w głowie. Chronimy ją przed obślizgłym spojrzeniem na chodniku i regularnie udowadniamy, że piękne ciało to nie fundament, na którym opiera się kobiecość. Trudno skręcić w uliczkę Czarne Body z Dekoltem skoro od lat chodzimy trasą Codzienność. Trudno wtłoczyć swobodę w myślenie o swoim ciele, zwolnić blokady, doprawić swoją kobiecość i czuć się w niej nadal sobą. Chodzimy utytłane w wątpliwościach. Czy to okej, że czekam na spojrzenie, które powie mi, że jestem pociągająca, ładna i seksi i czy ja w ogóle taka jestem. Mamy ochotę zapiąć sobie na szyi gustowny choker, obsypać się brokatem i założyć majtki prosto z Koniakowa, a jednocześnie zastanawiamy się, ile w tym wszystkim zostanie z nas. Odpieramy na zmianę uwagę nieproszonych oczu i czekamy na znajomy wzrok, który znajdzie w nas to czego same nie jesteśmy pewne. Trudna przeprawa przez tę kobiecość, naprawdę.

Jesteśmy w pół drogi, bo nie łatwo stworzyć w głowie spójny wizerunek siebie – wrażliwej, mądrej, dobrej i seksi. Takiej, która obierze ziemniaki na obiad, będzie na bieżąco z literaturą faktu, rzuci sytuacyjnym żartem przy piwie, taktownie i stanowczo zawalczy o swoje prawa, a wieczorem odtańczy zmysłowy układ na kuchennym stole.

I wcale nie uważam, że każda z nas musi taka być, wskakiwać na stół i przyodziewać nogi w czarne pończochy, ale wydaje mi się, że to nic nienormalnego, chcieć poczuć się właśnie w ten sposób: zauważona i chciana. Nie jako obiekt, ale sensualna całość. Po kobiecemu i po swojemu.

Dziwne, że przyjemność bycia sobą okupiona jest całą masą nieprzyjemnych uczuć. Że zanim dokopiesz się do siebie, musisz przekopać się przez strach i wszystkie odmiany wstydu.

Drogie Panie, odwagi w szukaniu, (a jeśli tylko macie na to ochotę) luzu w noszeniu obcisłej garderoby!


Tekst: Kasia Wróbel

Foto: Stocksy