Chujowa miesiąca: Anna Łaciata

„Ryczałam przyjaciółkom do telefonu, że umieram. Pobiegły po wino, zamówiły po mnie Ubera. Kiedy powiedziałam, o co chodzi, usłyszałam: Eeeee tylko to? Myślałyśmy, że masz raka”.

Jesień 2017. Magda Gessler tańczy w ramówce TVN-u do Major Lazer, redakcja Elle Polska namawia na spacery po lesie w złotych kolczykach i marynarkach w kratę. Polski czytelnik czeka na pierwsze zetknięcie z „Niksami” N. Hill. A Anna Łaciata wychodzi z gabinetu lekarskiego z diagnozą: HIV.  

Zaczęło się od wizyty u ginekolożki. Od słowa do słowa (ostatnia miesiączka – rodziła / nie rodziła – antykoncepcja – stały partner – poronienia – infekcje) ustaliły źródło zdrowotnych komplikacji. Badania pod kątem chorób przenoszonych drogą płciową miały rozwiać wszelkie wątpliwości. Dotyczące zdrowia Ani. I wierności jej partnera.

Większość wyników dostałam na maila, tylko tych na HIV i kiłę tam nie było. Telefon z przychodni otrzymałam po południu, kiedy jeszcze byłam w pracy. Oczywiście miałam już świadomość, że coś jest bardzo bardzo nie halo…

Od tamtej pory Anna doświadcza, że osób z HIV można się bać („Pielęgniarka po pobieraniu krwi poprosiła, żebym sama przyłożyła sobie wacik”), że w początkowej fazie leczenia można czuć się bardzo źle („Nie będę ukrywać. Pierwsze miesiące były przejebane. Depresja, biegunki, wymioty. Później jak ręka odjął – jedna tabletka dziennie i do przodu”) oraz że wśród innych panuje ogromna niewiedza na temat zakażenia HIV – („Nie, wirusem nie można zarazić się poprzez wspólne pływanie w basenie czy podanie ręki”).

Obstawiała, że nie doczeka ósmego sezonu ulubionego serialu, ani nie będzie miała okazji przekonać się, jak wygląda z lwią zmarszczką na czole. Była bardziej, niż przekonana, że ciągu najbliższych pięciu lat umrze. Przełom nastąpił, kiedy zrozumiała, że HIV się leczy i można z nim żyć.

Biorąc regularnie leki, będę żyć mniej więcej tyle, ile żyje przeciętny człowiek. No chyba że wpadnę pod samochód…

Uważa, że test uratował jej życie. Zgubił ją nie przygodny seks, a narzeczony i 4-letni związek. Miał być ślub, sypanie ryżem i wspólne wertowanie Księgi Imion. Była diagnoza i odkrycie, że stały partner stale ją zdradzał. 

„Mogłam żyć nieświadomie z plusem, stanowić zagrożenie dla innych oraz ostatecznie mieć już AIDS. Otwarcie mówię  o tym, co mnie spotkało, bo co prawda NIC już nie zmieni faktu, że mam HIV, ale mogę za to pomóc uratować kilka osób. Uświadamiając chociażby, że zabezpieczenie podczas seksu jest szalenie ważne. Bo poza samym sobą, nikomu nie możemy zaufać w 100%”.

Oprócz tego, że bierze leki i że zgodnie z prawem i pod groźbą karalną każdego partnera seksualnego musi informować o tym, że jest dodatnia, żyje normalnie. Od swojej lekarki dostała nawet pozwolenie na zajście w ciążę, za wyjątkiem karmienia piersią. Na sytuację w kraju nie narzeka:

„Leki są refundowane są w 100%, raz na pół roku darmowa morfologia plus inne krwionośne sprawy, szybkie wizyty u specjalistów takich jak chirurg, ginekolog, psychiatra, psycholog. Co prawda, oprócz mnie pacjenci bywają markotni. Ja tam wchodzę z uśmiechem na ustach. Bycie ponurakiem nie cofnie tego, że jestem plusikiem”.

____

Chujowa Miesiąca to cykl, w ramach którego regularnie przepytujemy najciekawsze czytelniczki profilu i grupy ChPD.